Wpisy

HISTORIA PEWNEGO KAPTURA

Piękne wspomnienie z mojego prywatnego archiwum. Och, jaki to był cudowny czas 🙂

Zapraszam Was do lektury tekstu, który napisałam jako świeżo upieczona matka dwójki pasożytów, tfu, znaczy kochanych bombelków 😉


Kiedy z nieba leją się strumienie deszczu, usypianie dwójki dzieci w wózku jest szczególną przyjemnością. A bywa, że dodatkowo człowiek się czegoś nauczy.


Kursuje więc Matka Polka Wielbłądzia ze swoimi dwoma garbami w tę i z powrotem po osiedlu, 25 metrów w jedną stronę, zwrot, 25 metrów w drugą stronę (tyle jest pod dachem). Po 10min widzi światełko w tunelu: młodsze odpadło, starszemu kiwa się głowa. W tym momencie z klatki wypada z impetem młoda matka, ciągnąc za sobą osobnika lat na oko dwa. Chłopiec spokojny, za to matka drze ryja na całe osiedle. Pierworodna oczywiście oczy jak złotówki.


– “Oczywiście już musiałeś mnie zdenerwować! Masz natychmiast założyć ten kaptur! Jak pada deszcz, to się zakłada kaptur. Nie interesuje mnie, co masz do powiedzenia, twoje zdanie się tu nie liczy, tylko moje! Chcesz być chory, jak wszystkie dzieci w żłobku? Chcesz?? Ty po prostu CHCESZ być chory. I dobrze. Będziesz chory. I nie będzie zajęć z panią Mery. Nie będzie. Zakładaj kaptur, ale już! Bardzo brzydko się zachowujesz! Bardzo! Jesteś po prostu denerwujący. Wkurzający! Irytujący!!”


Gdy Mistrzyni Synonimów znika za rogiem, Hrabianka spogląda na mnie, kompletnie rozbudzona.


– MAMO!
– Słucham, kochanie.
– ZAŁUS KAPTUL.

Kurtyna.