Wpisy

KONIEC ŚWIATA NASTĄPI JEDNAK DOPIERO JUTRO

Każdy, kto miał kiedyś styczność z kilkulatkiem, wie, jak bardzo można kogoś skrzywdzić zapinając za niego buty, kupując lody w złym smaku czy podając mu jajecznicę na zielonym talerzu zamiast na fioletowym. Wszyscy wiemy też, czym taka niefrasobliwość ze strony rodzica się kończy. Piski, wrzaski, decybele, wszystko to w połączeniu z tupaniem, kopaniem, trzaskaniem drzwiami czy rzucaniem rzeczoną jajecznicą przez pół pokoju. Wstrząsy sejsmiczne to przy tym pikuś.

Pomna powyższego, mając na celu zachowanie resztek zdrowia psychicznego swojego oraz całej rodziny, staram się ostatnio obchodzić z Hrabianką jak z jajkiem, w miarę możliwości unikając sytuacji potencjalnie konfliktowych (to dowcip był, nie jest to możliwe, ale nauczyłam się szybko reagować i mam w zanadrzu zatyczki do uszu).

Wczoraj jednak wyszła ze mnie wyrodna matka. Dałam plamę na pełnej linii. Przyznaję się bez bicia.

Podczas kąpieli zalałam wodą plasterek na łokciu. Z Elsą plasterek. Zalałam, no.

Niech to szlag, myślę sobie, w obliczu takiej tragedii mamy wieczór z głowy. Czas uciekać. Może zdążę jeszcze zadzwonić po babcię, żeby przyjechała po Młodego, może chociaż jego uda się oszczędzić. Zagryzłam zęby w oczekiwaniu na eksplozję i spojrzałam córce w twarz.

Dziecko zamarło, jakby nie mogło uwierzyć w tak rażącą niekompetencję swojej matki. Już widzę jak jej para leci z uszu, buzia pąsowieje, usta otwierają się w proteście. Nadciągają gradowe chmury.

I wtedy niespodziewanie słyszę ciche burknięcie:

– TY MI LAURKĘ LEPIEJ TERAZ NARYSUJ.

Zaprawdę powiadam Wam, trochę już wiem, jak się czują ludzie, którzy wygrali szóstkę w totka.

Photo by Jakob Owens on Unsplash