Wpisy

5 TEKSTÓW, KTÓRE POWINNY BYĆ ZAKAZANE PRZY ŚWIĄTECZNYM STOLE

Wszyscy je mamy. Każdy pewnie trochę inne, choć niektóre są dość uniwersalne. Teksty, które są równie tradycyjne w naszych domach w Święta, jak karp i makowiec. Teksty, na dźwięk których mamy ochotę rzucić to wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady, albo przynajmniej chlusnąć na rozmówcę barszczem.

Poniżej dzielę się z Wami moją listą TOP 5. Słyszę je co roku, nie tylko od święta zresztą. Niezmiennie wywołują dreszczyk emocji i niejednokrotnie, w zależności od mojego poziomu zasobów, kończą się kolejną totalnie bezowocną dyskusją, a czasem nawet karczemną awanturą i wielkim fochem obu stron.

1. BARDZO DOBRE, SAMA ROBIŁAŚ?

Być może niektórych z Was zdziwi to, jak alergicznie reaguję na to pytanie. Najprawdopodobniej oznacza to jednak, że należycie do tego niedoścignionego dla mnie gatunku gospodarzy, którzy przed każdą imprezą rodzinną (bo jakoś tylko od rodziny ten tekst słyszę… Przypadek? Nie sądzę.) spędzają pół dnia w kuchni na gotowaniu trzydaniowego obiadu z przystawką i deserem, którzy wiedzą, co to jest deglasowanie i dla których prawdziwe ciasto to tylko takie z pięcioma warstwami i bezą. Święta dla takich osób to pewnie (tak to sobie wyobrażam) cudowny czas, kiedy rodzina siedzi przy stole i rozpływa się w zachwytach nad własnoręcznie przez nich zrobionymi pasztetami z dziczyzny, tatarem ze szczupaka i piernikiem staropolskim przygotowywanym od połowy listopada.

No więc zapewniam Was, że tacy ludzie tego pytania nie słyszą.

Osobiście jestem zagorzałą fanką tagu „szybki obiad” na wszelkich stronach z przepisami. A więc kiedy ze strony rodziny, która zna mnie jednak ładnych parę lat, pada hasło „Bardzo smaczne, sama robiłaś?”, to ja słyszę: „Bardzo smaczne, nie zrobiłaś tego sama, prawda?”. I tak po prostu jest.

2. NIC NIE ZJEDLIŚCIE.

– usłyszał kiedyś przy stole absolutnie każdy.

Są pewnie na świecie ludzie, którzy nic nie jedzą. Ja ich nie znam. Ale tekst słyszałam tysiąc osiemset czterdzieści razy. Gdybyście nie wiedzieli, nowa definicja „niczego” to na Wigilię na przykład dwa śledzie w occie, talerz barszczu z uszkami, porcja smażonego karpia i kluski z makiem.

3. JAK TU CZYSTO!

Być może znowu się czepiam, ale to zdanie, szczególnie wypowiedziane z pewnym zdziwieniem, z lekka podnosi mi ciśnienie. Ja, kiedy odwiedzam innych ludzi, jakoś nie wpadam w głośny zachwyt nad stanem czystości ich domu.

4. JEDEN KAWAŁEK NA PEWNO CI NIE ZASZKODZI.

Szczególnie trafne zdanie jeśli jest skierowane np. do wegetarianina i dotyczy kiełbaski. Albo do kogoś, kto jawnie się odchudza, a my oferujemy mu przecież tylko jeden kawałek czekoladowego serniczka cioci Kazi.

5. PRZECIEŻ TO JEST SMACZNE!

Na koniec moja osobista perełka 🙂 Moje crème de la crème spotkań rodzinnych nie tylko przy wigilijnym stole. Ulubiony argument mojej mamy (cześć, mamo!), kiedy próbowała mnie w dzieciństwie przekonać do nowych potraw. Według obowiązującego powszechnie słownika języka polskiego słowo „smaczny” jest bowiem całkowicie obiektywnym epitetem, opisującym absolutnie wszystkie dania na świecie (a przynajmniej te, które lądowały na moim talerzu), neutralnym znaczeniowo i światopoglądowo, rozumianym przez każdego w taki sam sposób.

Krótko mówiąc, jeśli na widok ryby w galarecie robi nam się niedobrze, ale ona przecież jest SMACZNA, no to tak po prostu jest. Widelec w dłoń i jemy. Smacznego.

komentarze 4

  • Kasia

    Na mej twarzy uśmiech zagościł dopiero drugiego dnia Świąt, gdy podczas obiadu usłyszałam: jak to nie jesz mięsa? Nooooo z tym dbaniem o linię, to już chyba przesadzasz🙂 Także tego… wege-srege! Zjedz mięsko, ziemniaczki zostaw 🎄🎄🎄

    • Olga Szymańska

      Od pewnego czasu mamy to samo. Łączę się w bólu ❤
      Ps. No ale pierogów z mięsem też nie zjesz?! 😉