Wpisy

NAJLEPSZY SPOSÓB, ŻEBY OSZUKAĆ CZAS!

“Mamo? Kiedy będę mogła znowu siedzieć przez tydzień w domu?” – spytała Hrabianka po ostatniej chorobie.

“Jak będziesz miała 65 lat” – odparłam z przekąsem, zmęczona kolejnym tygodniem chorowania.

“Łoooa, to tak jak ty??”

Kochane dziecko, nie ma co… Najmłodziej może nie wyglądam, ale, wierzcie mi lub nie, do 65 lat jeszcze mi daleko. Robiłam sobie nawet ostatnio badanie wieku metabolicznego i wyszło mi… 21 lat! Ha! W pracy łapię się na tekstach w stylu „Był dzisiaj w biurze jakiś facet, młody taki, W NASZYM WIEKU“. Poza tym syn mi ostatnio powiedział, że nie jestem stara, bo starzy ludzie idą przecież do nieba. Więc tym bardziej postanowiłam, że nigdzie się jeszcze nie wybieram. Długie życie przede mną. Zdecydowałam. O.

No więc powiem Wam, że rzeczywistość chyba o tym moim postanowieniu nie słyszała.

Pierwsze natarcie przypuściła u optyka, kiedy robiłam sobie w grudniu nowe okulary (nie żeby były mi szczególnie potrzebne, oczywiście, ale mąż fundował na Gwiazdkę, więc kto by nie brał;)). “Ja Pani mówię – rzekł optometrysta – niech się Pani nie oszukuje, że Pani te szkła na długo starczą. W PANI WIEKU to już tylko kwestia czasu, ja obstawiam, że wróci Pani do mnie za dwa lata po szkła progresywne.”

Szkła progresywne, dobre sobie. Kij ci w oko, dobry człowieku! Przecież ja w kwiecie wieku jestem.

Cios numer dwa przyszedł pocztą w postaci listu od firmy, w której mam wykupione ubezpieczenie zdrowotne. “W związku ze ZMIANĄ GRUPY WIEKOWEJ uprzejmie informujemy, że Pani składka wzrasta o pierdylion procent od kolejnego miesiąca rozliczeniowego. Życzymy miłego dnia.”

Głupie statystyki, myślę sobie. Czemu niby ja, kobieta energiczna i zdrowa, mam bulić grube dolary za to, że zgodnie z moim PESELEM powinnam powoli zacząć się sypać? O nie, co to, to nie.

Pomyślałam, po czym zapisałam się na coroczny maraton po lekarzach specjalizacji wszelakich, który odbywam zawsze w styczniu. Pro forma, naturalnie, bo przecież wszystko jest w porządku.

Kiedy usłyszałam od dermatologa, że W MOIM WIEKU takie zmiany skórne są już zupełnie normalne i najlepiej się do nich przyzwyczaić, miałam ochotę rzucić w kolesia lewym butem.

Ale kiedy leżałam w gabinecie USG i lekarka coś podejrzanie długo wpatrywała się w monitor, naszły mnie zgoła inne przemyślenia. “Ma Pani w prawej piersi widoczną zmianę, chyba torbiel. Rok temu jej nie było. Ale W PANI WIEKU tak się może dziać.”

I teraz słuchajcie, będzie ważny komunikat. Mam 36 lat, zmarszczki na czole, wzrok jak kret, dwie korony na zębach, zwyrodnienia kręgosłupa, przebarwienia na skórze od słońca, podwyższoną składkę zdrowotną i najprawdopodobniej niegroźną torbiel w cycku. Choćbym nie wiem jak intensywnie próbowała się tego wyprzeć, rzeczywistość i tak mnie dogoni i trzaśnie w pysk skierowaniem na biopsję. Mogę sobie wstrzyknąć pół litra botoksu w czoło, wypełnić policzki i nadmuchać usta. Mogę naciągnąć skórę i wyglądać na nieco bardziej zdziwioną, ale młodszą. Mogę wyprasować sobie twarz filtrem na Instagramie i wrzucać do sieci tylko takie fotki, na których stoję lekko bokiem i wyginam się pod wyćwiczonym przed lustrem kątem, który sprawia, że moja sylwetka wygląda najkorzystniej.

ALBO mogę zainwestować tę energię zużywaną na zaprzeczanie rzeczywistości oraz te miliony monet w regularne badania profilaktyczne i zrobić wszystko, żeby dożyć tych 65 lat, na które według mojej córki już wyglądam. Wszak czy nie lepiej dostać z liścia skierowaniem na badania niż paść na tę wyprasowaną, wypełnioną twarz i więcej nie wstać?

Przestałam walczyć. Wrócę do optyka po okulary progresywne, zapłacę wyższą składkę, nie zmienię dermatologa. A Wam zdradzę sekret, który tak naprawdę jest najbardziej oczywistą oczywistością na świecie:

Badajcie się. To najlepszy i najskuteczniejszy sposób, żeby oszukać czas.