Wpisy

RODZICIELSTWO – TAK CZY NIE? PRAKTYCZNY TEST DLA NIEZDECYDOWANYCH

Drodzy bezdzietni, którzy zastanawiacie się, czy to jest już dobry moment na dzieci, czy może jeszcze poczekać, a może w ogóle zarzucić ten pomysł i zaadoptować jamnika! Przyszedł mi do głowy pomysł na prosty test (no dobra, prosty jak prosty, ale dość miarodajny, bo z życia wzięty), po którym może być Wam łatwiej podjąć tę decyzję.

Do testu potrzebne będą: budzik, jedna mała rzodkiewka, jedna wyjątkowo jazgotliwa papuga i wypożyczony na 24h trzylatek (służę moim, serio serio, anytime).

Test zaczynamy rano. RANO. To znaczy wstajecie razem z kurami, najlepiej ok 5-5.30. Potem przez cały dzień znajdźcie sobie jakieś wyjątkowo wyczerpujące zajęcie, nie wiem, zaorajcie ręcznie trzyhektarowe pole, zbierzcie 250kg truskawek, przebiegnijcie Ironmana, no coś w tym guście. Macie być zjebani jak koń po westernie. W takim stanie znajdujecie się o godzinie 20, gdy uśpiliście już papugę, a trzylatek właśnie skończył oglądać dobranockę. Zakomunikujcie mu, że dzisiaj jesteście bardzo zmęczeni, więc prosicie go, żeby szybko poszedł spać.

Wtedy usłyszycie “Mamo, ale ja jestem strasznie głodna”. No dobra, zjadło toto wprawdzie wielką kolację, ale to było godzinę temu, może faktycznie zgłodniała, nie będziecie dziecku od ust odejmować. Robicie mu kanapkę z serem żółtym i rzodkiewką.

O godzinie 20.45, gdy zdążyliście już trzy razy przysnąć na kanapie, trzylatek nadal bawi się w grę pt. “Jak zjeść rzodkiewkę na 48 gryzów”, znaną również pod nazwą “Nie ma takiego kawałka, którego nie dałoby się przegryźć jeszcze na pół”. O godzinie 21, gdy trzylatek kończy wylizywać talerz, wleczecie się powoli na górę, snując wizję długiego, spokojnego snu.

O godzinie 22 trzylatek zasypia, budzi się papuga. Piąty raz od godziny 19, o której zasnęła. Kładziecie się razem z nią do łóżka, uprzednio nastawiając budzik na co pół godziny, z ostateczną pobudką o godzinie 5.30.

Przez całą noc budzik dzwoni co pół godziny, budząc papugę. Jazgot papugi budzi Was. Papuga wierci się w łóżku i dziobie, zostajecie więc podziobani i skopani po głowie 15 razy.

O godzinie 5.30 papuga się wyspała, czas wstawać. Zwlekacie się z łóżka półprzytomni, zastanawiając się, czy tej nocy więcej spaliście, czy nie spaliście. Robicie sobie kawę, w tym czasie papuga wisi Wam na nodze. O 7 wstaje trzylatek i zaczyna się kolejna gra pt. “A więc naprawdę myślisz, że wyjdziemy dziś o czasie?”. Jest to emocjonująca gra rodzinna, a zasada jest taka, że zawsze przegrywasz.

Po godzinie widzicie światełko w tunelu. Za chwilę trzylatek wyjdzie do przedszkola, a Wy zostaniecie tylko z papugą, która przejawia już pewne symptomy senności, więc jest szansa na pół godziny dla siebie (czyt. prysznic i umycie zębów). Pozostaje już tylko wybrać trzylatkowi ubranie. O, pardon, trzylatek ubranie wybiera SIAM. Sukienkę. Musi być sukienka. Nieważne, że za oknem pizga złem, musi być, k****, sukienka. Nie ta z długim rękawem, mamo, ta tutaj. Na ramiączka. Po piętnastu minutach pertraktacji, morzu wylanych łez, kiedy godzicie się już z myślą, że nic z tego nie będzie, albo puścicie trzylatka na śmierć z wychłodzenia, bo ona przecież musi wyglądać jak hawajska księżniczka, albo zostanie z Wami w domu już na zawsze, i nigdy się nie wykąpiecie, wtedy właśnie do akcji wkracza rycerz na białym koniu. TATUŚ. Tatuś, którego nie budziła co pół godziny papuga, który wstał radośnie godzinę po Was i jest w całkiem niezłej formie. Bohater domu.

– A może założysz tiszert z Darthem Vaderem?
– Taaaaaaak!

Trzylatek wygląda, jakby wygrał los na loterii, wpatruje się w tatusia z miłością bezgraniczną, a Wy stoicie jak ten kołek z sześcioma bluzeczkami w motylki, worami pod oczami do kolan, papugą uczepioną nogawki piżamy i z resztkami rzodkiewki we włosach, i myślicie sobie takie różne niecenzuralne rzeczy, których nie powinnam tu pisać. W ogóle skończę już ten tekst, bo długi wyszedł, a papuga mi się obudziła.

No i jak? Nie musicie mi dziękować.

Tekst powstał w czerwcu 2017 roku, kiedy moja córka miała 3 lata, a syn niecały rok. Wylał mi się spod palców pod wpływem silnych emocji i kolejnej nieprzespanej nocy dosłownie w 10 minut, a po opublikowaniu go na moim prywatnym FB tyle osób zaczęło mnie namawiać na założenie bloga, że pierwszy raz w ogóle pomyślałam o tym na poważnie (niezłe mam tempo, wiem:)).

Photo by Ewa Przedpełska

komentarze 2