Wpisy

LISTY Z PANDEMII

Kochana Córeczko,

Kochany Synku,

Jeżeli czytacie ten list sami, to znaczy, że jesteście już duzi. Kiedy piszę te słowa, oboje sięgacie mi gdzieś w okolice talii, zasypiacie z ukochanymi pluszakami i uwielbiacie bajki o Psim Patrolu. Ty, Córeczko, właśnie uczysz się sama czytać na swojej ulubionej książce o małej Duni. Z kolei Ty, Synku, namiętnie podpisujesz się wszędzie koślawą literką B (na ścianie nad kominkiem pewnie właśnie to chciałeś napisać, ale nie zdążyłeś, być może kiedyś się do tego jednak przyznasz).

Piszę do Was ten list, ponieważ od kilku miesięcy dzieją się na tym świecie rzeczy, których Wasze małe główki nie do końca potrafią zrozumieć. Rzeczy, których, mimo najszczerszych chęci, nie potrafię Wam w tej chwili zbyt dobrze wytłumaczyć. Ale przede wszystkim piszę, żeby Was przeprosić. Za to, że Mama nagle zrobiła się taka spięta i niecierpliwa. Że tak często na Was krzyczy – kiedy ładujecie się z nią do łazienki, kiedy wylejecie na siebie kubek soku czy (to głównie do Ciebie, Synu) udekorujecie ścianę długopisem. Zamiast ze spokojem, Mama reaguje ze złością, chociaż wie, że jak tylko zalegnie cisza, będzie umierać z wyrzutów sumienia, patrząc na Wasze niczemu niewinne buzie – na których zamiast ufności, że Mama zawsze sobie z wszystkim poradzi, malują się strach i wielkie zdziwienie. Przecież mama powinna być od tego, żeby przejmować stery, kiedy samolot zaczyna spadać, a nie od tego, żeby pogłębiać panikę. Mama powinna być Waszą ostoją, Waszym murem obronnym przed całym złem tego świata.

Każdego dnia wstaję rano i mobilizuję wszystkie siły życiowe, żeby właśnie taka być. Każdego wieczora kładę się spać i wyrzucam sobie, że znowu nie podołałam. Bardzo nie lubię tej wiecznie złej i rozgoryczonej Mamy, którą się stałam przez ostatnie dwa miesiące. Nie macie pojęcia, ile bym dała za to, żeby być teraz dla Was taką Mamą, na jaką oboje zasługujecie.

Ale chwilowo nie potrafię. Może jak dorośniecie, będzie Wam łatwiej zrozumieć, co się dzieje z dorosłym człowiekiem, który zostaje przymusowo zamknięty w domu na tak długi czas. Któremu ogranicza się swobodę robienia wszystkiego tego, na co czekał przez całe dzieciństwo – przecież najfajniejsze w byciu dorosłym jest to, że wreszcie można robić, co się chce! Teraz tłumaczę Wam, że to trochę tak, jakby Wam ktoś nagle zabrał wszystkie Wasze zabawki, i zostawił Was z jednym starym, blaszanym autkiem, i jedną lalką. A do tego powiedział, że jeśli złamiecie zasady i pójdziecie do sklepu po nowe zabawki, komuś Wam bliskiemu może się stać coś bardzo, bardzo złego. Może zrozumiecie (chociaż po części mam nadzieję, że jednak nie będziecie musieli), jak to jest żyć w ciągłym strachu i niepewności i jak ogromny wpływ ma taka sytuacja na to, jak dorosły człowiek zachowuje się nawet wobec tych, których kocha najbardziej.

Ale chwilowo nie musicie. To w ogóle nie powinien być Wasz problem. Wasze dzieciństwo powinno być beztroskie i radosne, i to nasza – dorosłych – w tym rola, żeby takie było. To bardzo ważne umieć przyznawać się do własnych błędów i słabości. Nikt nie jest idealny, a już szczególnie (tak! naprawdę!) rodzice. Nie zmienia to jednak i nigdy nie zmieni tego, że Wasza Mama, jak bardzo wycieńczona i nieogarniająca by nie była, kocha Was najmocniej na świecie i obiecuje, że prędzej padnie trupem niż przestanie się starać być dla Was najlepszą Mamą, na jaką zasługujecie. A zasługujecie na wszystko, co na tym świecie najlepsze.

W obliczu tej katastrofy to Wy, Dzieci, uczycie nas, dorosłych, jak trzeba żyć. Patrzę na Was, na Wasz zachwyt nad tym, że nagle możecie mieć rodziców przez 24 godziny na dobę w domu, na radość z każdego kolejnego dnia, który jest identyczny jak poprzedni, i zachodzę w głowę, jak to jest możliwe. Jak to się dzieje, że mimo iż Wasza stara matka przez cały dzień nic tylko gdera, Wy nadal uwieszacie się kurczowo jej ramienia, kiedy przychodzi wieczór i trzeba iść spać, po czym prosicie, żeby to ona Was usypiała, bo chcecie spędzić z nią jeszcze więcej czasu. Jak to jest możliwe, że nigdy nie macie mnie dość? To od Was uczę się miłości prawdziwej, czystej i bezwarunkowej, miłości akceptującej nawet najgorsze błędy i porażki.

Żyję nadzieją, że przez tych kilka miesięcy nie udało mi się Was zepsuć.

Dziękuję. I przepraszam. Kocham Was i zawsze będę.

Wasza Mama