Wpisy

MAMY WYBÓR

W ubiegły weekend moje dzieci z okazji uroczystości rodzinnej pierwszy raz w życiu były w kościele. Wcześniej zdarzało się wprawdzie kilkukrotnie, że, mijając jakiś kościół, pytały nas, co to jest za budynek i co się w nim robi (Panicz oczywiście obstawiał, że skoro ludzie się tam spotykają, to na pewno żeby coś zjeść :)), za każdym razem jednak nasze krótkie wyjaśnienia były dla nich wystarczające i szybko traciły zainteresowanie tematem. Tym razem, ponieważ spędzili w tym przybytku (a raczej przed nim i w jego przedsionku, bo pandemia, ale lało) aż godzinę, nadarzył się idealny moment na dłuższą rozmowę.

Tłumaczyliśmy im więc. Że to jest miejsce, gdzie ludzie, którzy wierzą w tego konkretnego boga, spotykają się, żeby się modlić. Że na świecie jest wiele religii i ludzie wierzą w różnych bogów. Że fakt, iż akurat my nie wierzymy w żadnego, nie oznacza, że oni kiedyś w jakiegoś nie uwierzą. Że (tu nas przycisnęli, niestety) nie chodzimy do kościoła, ponieważ ta konkretna religia jest kompletnie niezgodna z naszym światopoglądem, a wśród księży („To te pany w sukienkach, tak?”) dzieją się czasem rzeczy, których fundamentalnie nie akceptujemy. Że są za mali, żeby o tym słuchać, ale kiedyś się dowiedzą. Że każdy ma prawo wyboru i może decydować o sobie sam. Że trzeba być tolerancyjnym i nie oceniać. Że wszyscy są równi i wszystkich obowiązują te same, podstawowe zasady moralności.

Rozmowa poszła nad wyraz dobrze. Tak przynajmniej myślałam – do momentu, kiedy nadszedł czas komunii świętej.

„Mamo, a czemu ci ludzie jedzą coś od tego pana z ręki, skoro jest koronawirus?”

Trochę mnie zatkało. W samym środku hulającej pandemii ksiądz rozdawał opłatki jak gdyby nigdy nic, sięgając przy tym ręką (bez rękawiczek) do swojego pucharka (czy jak to się tam nazywa) i wkładając je wiernym do ust. Jeden za drugim, większość obecnych przyjęła komunię, po czym wróciła na swoje miejsca. I jakoś nie sądzę, żeby po zakończonej mszy sięgnęli po telefony, żeby zadzwonić do Sanepidu.*

I teraz tak sobie myślę, że całe to moje gadanie o tym, że wszyscy są równi i obowiązują ich te same zasady, to przecież chwilowo o kant tyłka potłuc. Bo wcale tak nie jest. Żyjemy w kraju, w którym są równi i równiejsi. W kraju, gdzie o tym, czy ustalona odgórnie zasada obowiązuje również nas, decyduje nasza przynależność do konkretnej instytucji i nasz światopogląd. A skoro już przy tym jesteśmy, to z tą tolerancją, nieocenianiem i swobodą decydowania o sobie też chwilowo nic nie wygląda tak, jak powinno, bo jeśli się kiedyś okaże, Córeczko, że podobają Ci się dziewczyny, to chyba całą rodziną wyemigrujemy do Holandii, tak się będę o Ciebie bała.

I dlatego właśnie w najbliższą niedzielę razem z dziećmi idziemy na wybory. Żeby nauczyć ich, co to jest demokracja. Żeby pokazać im, że chcemy dla nich przyszłości, w której wszystkie te wartości, które im wpajamy od najmłodszych lat, będą respektowane przez kraj, w którym przyszło im żyć.

Hrabianka za rok idzie do szkoły. Drżę na myśl o tym, że trafi do środowiska, w którym przyjdzie jej żyć w strachu, bo jest mniejsza / chudsza / grubsza / inna. I to nie jest tak, że nie mamy na to żadnego wpływu, bo dzieci są dziećmi i zawsze będą sobie nawzajem dokuczać. Dzieci słuchają rozmów rodziców w domu. Dzieci oglądają wiadomości. Dzieci mają dostęp do internetowych forów i portali społecznościowych. To my, dorośli, tworzymy rzeczywistość, w której one dorastają i uczą się żyć.

Pokażmy im, że mamy wybór. Pokażmy im, jak powinien wyglądać świat. Zacznijmy od oddania głosu.

*Zakładam, oczywiście, że każdy ma swój rozum i sam decyduje, czy przyjęcie komunii w takiej sytuacji jest bezpieczne, czy nie. Moim celem nie jest krytyka osób, które zdecydowały się to zrobić. Wyrażam natomiast stanowczy sprzeciw dla faktu, że zostało im to właśnie w takiej formie narzucone, w sytuacji, kiedy wszyscy grzmią o tym, żeby guziki w windach wciskać patyczkami do uszu, drzwi otwierać łokciem, a w przestrzeniach zamkniętych zachowywać dystans dwóch metrów. Nie neguję też samej idei komunii, ale naprawdę można by (a wręcz należy!) przeprowadzić ten proces w sposób bezpieczny dla wszystkich.