Wpisy

10 ZASAD ZDROWEGO RODZICIELSTWA, O KTÓRYCH NIE PRZECZYTACIE W PORADNIKACH

Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Żaden mądry poradnik o NVC, Self-Reg, BLW czy innym modnym nurcie rodzicielstwa, który da się skrócić do trzech literek lub dwóch sylab, nie przygotuje Was do prawdziwego życia. A prawdziwe życie z dzieckiem to nie jest spacer po parku. Przypomina bardziej czołganie się po rozrzuconym na podłodze zestawie Lego Frozen II, składającym się z trzystu osiemnastu elementów. Przez dziesięć godzin dziennie.

Pozostając więc w wyznawanym przeze mnie nurcie rodzicielstwa bez lukru postanowiłam stworzyć dla Was jedyne słuszne, bo oparte na prawdziwym życiu, zestawienie zasad zdrowego rodzicielstwa, których nie przeczytacie w żadnych poradnikach. Zaufajcie mi – ta lista może uratować Wam życie.

1. ZACIERAJ ŚLADY

Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy nie wyjadał dzieciom słodyczy z ich prywatnych zapasów, kiedy już poszły spać. Albo z pieśnią na sercu otwierał wieczorem skitraną w szufladzie z majtkami tabliczkę czekolady, z której, gdyby ujawnić ją za dnia, ostałaby mu się co najwyżej jedna marna kosteczka. A teraz ręka do góry, kto się potem następnego ranka musiał tłumaczyć z wygrzebanego przez latorośle ze śmietnika szeleszczącego srebrnego papierka. Pierwsza i najważniejsza zasada mądrego rodzicielstwa brzmi – ZACIERAJ ŚLADY. Zawsze przykrywaj papierki po słodyczach przynajmniej pięcioma warstwami innych śmieci (nie zaszkodzi położyć na nich coś wyjątkowo śmierdzącego). Najbardziej doświadczeni rodzice od razu idą z takim skarbem do kontenera w altance śmietnikowej.

2. SCHOWAJ DO KIESZENI RACJONALNE MYŚLENIE

Pradawna mądrość przekazywana od wieków z pokolenia na pokolenie brzmi – jeśli dziecko zażąda jedzenia na niebieskim talerzu (lub picia w kubku z żyrafką, płatków w zielonej miseczce i tak dalej, i tak dalej), a Ty podasz mu jedzenie na niebieskim talerzu (lub picie w kubku z żyrafką… i tak dalej) TO SIĘ NIGDY NIE KOŃCZY DOBRZE. Moja rada? Uciekaj. Zapewnij dzieciom dobrą opiekę (tu przydaje się ojciec rodziny) i uciekaj. Podziękujesz mi później.

3. BĄDŹ ASERTYWNY

Jeśli Twoje dzieci chodzą już do jakiejkolwiek placówki oświatowej, prędzej czy później spotka Cię ten jakże radosny moment, kiedy ktoś założy grupę mailingową wszystkich rodziców grupy Motylków, Krówek czy innych Jelonków, po czym na Twoją skrzynkę zacznie spływać milion pińcet maili obszernie omawiających wyższość zestawu kosmetyków z Sephory nad bonem na masaż stóp. Mowa oczywiście o prezentach okolicznościowych dla nauczycieli. Po jakimś czasie zawsze pada magiczne pytanie: “No dobra, dziewczyny (jakimś cudem to głównie matki mają czas na snucie tych jakże życiowo ważnych dywagacji), to kto się może tym zająć?” W takiej sytuacji NIGDY, ale to PRZENIGDY, choćby nie wiem jak długo brali Cię na przeczekanie, nie zgłaszaj się na ochotnika. Dołożysz do interesu z własnej kieszeni, wyprujesz sobie flaki próbując nabyć po pracy sześć zestawów kremów do ciała o zapachu wanilii i zdążyć odebrać własne dzieci przed zamknięciem placówki, a na laury przy wręczaniu i tak się nie załapiesz, bowiem wręczać takie prezenty wypada jednak w ciągu dnia, kiedy to wszystkie nauczycielki są w placówce obecne, a Ty przecież w ciągu dnia pracujesz. Doprawdy, interes stulecia.

4. STRZEŻ SIĘ BROKATU

Jeśli jeszcze nigdy nie było Ci dane wytrząsać brokatu ze skarpetek, pluć nim na odległość i podziwiać, jak pięknie błyszczy na kanapce z serem, jeszcze jest dla Ciebie nadzieja. Mówię tu głównie do matek, których córki wchodzą w ten cudowny wiek, kiedy wszystko, co nie jest różowe, błyszczące i różowe, mogłoby równie dobrze nie istnieć. Trzymaj się z dala od zestawów pseudokreatywnych, zawierających malusie, błyszczące elementy w postaci sypkiej. Jedyna kreatywność, jaka się w nich kryje, to możliwość przetestowania po ich użyciu wszystkich końcówek do odkurzacza.

5. UNIKAJ HASŁA “KTO PIERWSZY?”

Jeden z błędów, które, mimo absolutnej świadomości jego katastrofalnych skutków, nadal popełniam regularnie. Jest jakaś naiwność w duszy każdego rodzica więcej niż jednego dziecka, która mami nas wyobrażeniem, że jeśli z ciągnącej się w nieskończoność aktywności zrobimy wyścig, wtedy szybciej się ona skończy. Zazwyczaj żałuję tego pomysłu już po wypowiedzeniu pierwszych dwóch sylab, niestety są one tak charakterystyczne, że bardzo ciężko jest udać, że chciało się powiedzieć tak naprawdę coś innego. Efekt jest taki, że dziecko, które pierwsze krzyknie “Ja!” dostaje turbodoładowania i, siejąc zamęt, tratuje wszystko i wszystkich na swojej drodze do osiągnięcia obranego celu, pozostałe dzieci natomiast wpadają w czarną rozpacz i zaczynają bardzo głośno krzyczeć. Nierzadko dochodzi do rękoczynów. Zdecydowanie gra nie warta świeczki, już chyba lepiej uzbroić się w kieliszek wina i dobrą książkę, i przeczekać te pół godziny, kiedy nasze dziecko zakłada drugiego buta.

6. NIE ŁUDŹ SIĘ

Ręka do góry, komu zdarzyło się kiedyś przetrzymać dzieci chwilę dłużej w piątkowy wieczór, z nadzieją, że w sobotę dadzą Wam rano dłużej pospać. Bardzo jestem ciekawa, czy komukolwiek kiedykolwiek ta zasada się sprawdziła. Mi nigdy. Jedyne, co się dzieje w takiej sytuacji, to to, że dzieci roznoszą dom do 22, Wy potem do 23 doprowadzacie go do porządku, tylko po to, żeby o godzinie 7 rano usłyszeć radosne “Wstajemy już?”. Dzieci czerpią energię z kosmosu. I chyba też trochę z naszych nadziei – jakimś cudem im bardziej mamy nadzieję na wyspanie się, tym intensywniej dzieci rano skaczą nam po plecach. Potem o godzinie 17 małe wyczerpane wampirki zasypiają nam w samochodzie, by później kolejny wieczór nieść spustoszenie w chałupie do północy. Every. Freakin. Time.

7. TRZYMAJ JĘZYK ZA ZĘBAMI

Przy tym punkcie pozostawię Was z cytatem, który mówi sam za siebie: “Mamo, a kiedy będą goście? Kiedy? Czy już jadą goście? A kiedy będą? A już są? A czemu jeszcze nie? A kiedy będą? Kiedy będą goście? Kiedy? Kiedy? Kiedy?”

8. WYŁĄCZAJ DŹWIĘK

Zasada jest prosta – choćby nie wiem jak zajęte były nasze dzieci robieniem czegoś superfajnego, w momencie, w którym usłyszą z oddali choćby jedną nutę odtwarzającego się automatycznie na fejsie filmiku, znajdą się przy nas w pół sekundy. Jeśli chodzi o telefon i szeleszczące papierki, dzieci mają słuch jak psy gończe, a reakcja na takie dźwięki to jakiś cholerny odruch Pawłowa. Przeglądanie internetów poleca się w miejscach typu garaż, strych czy komórka na szczotki. Najlepiej na słuchawkach.

9. DBAJ O SWOJE ZDROWIE PSYCHICZNE

Nie włączaj dzieciom “Świnki Peppy”. Tego się nie da odzobaczyć.

10. NIE PLANUJ Z WYPRZEDZENIEM

Największa prawda rodzicielstwa. Im ważniejsze jest planowane przez Ciebie wydarzenie, tym cięższa plaga z całą pewnością spadnie na Twoją rodzinę. Pisałam już o tym tutaj -> https://zajakiegrzechy.pl/index.php/2020/09/24/za-kazdym-razem-kiedy-rodzic-planuje/ Jeśli, przykładowo, planujesz długo wyczekiwane wakacje pod palmami, z dużym prawdopodobieństwem na dwa dni przed wyjazdem, kiedy nie będzie już można odwołać wycieczki, przynajmniej jedno z Twoich dzieci dostanie ospy. Jeśli chcesz spotkać się z koleżanką na kawę, choćbyście nie wiem jak dobrze przemyślały całą operację, i tak wszystko się posypie, ponieważ Twoje dziecko poczuje nagle, że bez Ciebie jego życie traci sens i to absolutnie Ty musisz mu tego dnia umyć zęby i obciąć paznokcie u nóg, w którym to czasie Twoja koleżanka zdąży już wypić drugą kawę i wyjść z kawiarni. Alternatywnie, jeśli ona również ma dzieci, istnieje 98% szans, że akurat tego dnia któreś z nich dostanie kataru. Moja rada? Nie planuj. Szkoda życia. I tak będziesz wycierać te smarki i obcinać paznokcie. To już lepiej chyba nie łudzić się, że będzie inaczej.